Patrząc na obecną sytuację naszego regionu – Europy, Polski, Podkarpacia, Jasła – czuję niepokój. I obawy, których trudno się pozbyć. Jest nas coraz mniej. Elity mamy coraz słabsze. Cywilizacja i technologia, które miały nam służyć, coraz częściej działają przeciwko nam.
Teoretycznie żyjemy w demokracji, ale wolności jakby ubywa. Kamery są wszędzie, biurokracja i plastik wdziera się w każdy fragment życia. Krok po kroku, bez pytania o zgodę.
Od zawsze interesuję się historią Polski. I nie potrafię nie porównywać bieżących wydarzeń do tych z czasów I i II Rzeczypospolitej.
W czasach I Rzeczypospolitej byliśmy jednym z największych krajów Europy – terytorialnie, militarnie, cywilizacyjnie. Mieliśmy wodzów i patriotów, którzy potrafili stawiać dobro państwa ponad własne interesy. Bywali królowie i hetmani, którzy w momentach kryzysu utrzymywali wojsko z własnych majątków, dziś sprawa niewyobrażalna aby Minister czy Burmistrz z własnego dołożył![]()
A potem przyszła końcówka XVIII wieku i kilku targowiczan, którzy sprzedali kraj sąsiadom.
II Rzeczpospolita to ogromny wysiłek odbudowy. Port w Gdyni, COP – inwestycje, które do dziś robią wrażenie. Były też błędy Sanacji. I znów utrata niepodległości, komuna.
W 1970 roku, kiedy się urodziłem, do władzy doszedł Edward Gierek. Człowiek, który miał plan. Kredyty na Zachodzie, budowa przemysłu, założenie, że produkcja wszystko spłaci. Rodziło się więcej dzieci, kraj żył nadzieją. Plan się nie udał – powodów było wiele – ale został majątek i wyż demograficzny.
Potem przyszła Solidarność. Kolejne rządy. I proces, który trwa do dziś: wyprzedaż tego, co zbudowano wcześniej, przy jednoczesnym zadłużaniu kraju na skalę znacznie większą. Bez wielkich inwestycji. Bez wizji.
Co nas czeka w kolejnych latach? Szczerze – obawiam się przyszłości. Jest nas coraz mniej, a długów do spłacenia coraz więcej. Politycy wchodzą coraz głębiej w nasze życie, a my często im przyklaskujemy. Z przyzwyczajenia. Z rezygnacji. Z braku wiary, że może być inaczej.
Życzyłbym sobie – i nam wszystkim – żebyśmy mimo wszystko wrócili do korzeni Solidarności. Do wspólnoty, odpowiedzialności i myślenia w kategoriach dobra wspólnego, a nie doraźnych interesów.