Po 25 latach małżeństwa stanąłem przed sądem rozwodowym – proces trwał trzy lata, kosztował mnie zdrowie, nerwy i dorobek życia. Zostawiłem wszystko i zaczynałem od zera.
Kiedy wydawało się, że najtrudniejsze za mną, znów musiałem stanąć do walki. Tym razem nie tylko o siebie, ale i o zdrowy rozsądek w polskim prawie. Obowiązujące przepisy w wielu sytuacjach krzywdzą jedną ze stron, przedłużają spory i generują ogromną traumę.
Nie poddałem się – pisałem odwołania, interweniowałem, aż w końcu Ministerstwo Sprawiedliwości zajęło się tą sprawą. I to pokazuje jedno: warto walczyć. Nawet jeśli droga jest długa i kamienista, kropla naprawdę drąży skałę.
Mam nadzieję, że zmiany w prawie rozwodowym, nad którymi toczą się prace, sprawią, że inni nie będą musieli przechodzić przez to, co ja. Bo rozwód nie powinien być polem bitwy, ale możliwością zamknięcia pewnego etapu i rozpoczęcia nowego życia bez traumy.
