Jedną z moich życiowych misji – obok pracy, rodziny, samorządu – jest dbanie o czystość miejsc, w których żyjemy i odpoczywamy. To nie jest slogan. Od lat chodzę, sprzątam, proszę, apeluję.
Ale muszę się przyznać: coraz częściej brakuje mi siły. Coraz trudniej mi zrozumieć, dlaczego ktoś potrafi rzucić butelkę czy niedopałek na trawę i jeszcze reagować agresją, gdy zwróci mu się uwagę. Coraz trudniej sprzątać po innych, gdy widzi się, że śmieci przybywa szybciej, niż uda się je zebrać.
Przed wakacjami nad Wisłoką, w Majscowej, stały dwa worki śmieci. Wróciłem tam po sezonie – było ich już kilka razy więcej. Kilkaset metrów niżej mamy pobór wody dla Jasła. Woda jest filtrowana, ale mikroplastików nie da się tak łatwo wyłapać. To wszystko wraca do naszych organizmów.
Nie piszę tego, żeby narzekać. Piszę, żeby kolejny raz poprosić: zostawiajmy naszym dzieciom nie tylko majątek, dom, kawałek ziemi. Zostawmy im też czystą rzekę, trawnik bez puszek, most bez reklamówek zaplątanych w balustradę.
I jeszcze jedno – w najbliższą sobotę wybieram się tam z workami. Jeśli ktoś ma ochotę dołączyć, posprzątać razem i na koniec rozpalić ognisko nad wodą – zapraszam. Będzie praca, ale i chwila rozmowy, śmiechu, wspólnoty.
To naprawdę niewiele – a zmienia wszystko.


